Powrót do złych nawyków
Czekałam na niego. Z każdą kolejną minutą byłam spragniona go jeszcze bardziej. Myśli były niespokojne, porozwiewane niczym płachta nie wietrze, unosząca się co chwilę w przeciwnych kierunkach. Serce biło równomiernie, czasami lekko przyspieszało mi się tętno w nadziei, że lada moment wejdzie do tego cholernego mieszkania i przywita mnie tym słodkim buziakiem w usta, mówiąc cicho " Dzień dobry" albo " Cześć skarbie". To było cudowne uczucie.
Trzask drzwi wejściowych. Wrócił. Nareszcie. Lekko podniosłam się no pozycji półleżącej, oparłam się o ramię i nasłuchiwałam, jak zgrabnie poruszał się po całym mieszkaniu. Najpierw poszedł do kuchni, było słychać gotującą się wodę na herbatę, odgrzewanie jedzenia przygotowanego przeze mnie w mikrofalówce, posprzątanie po sobie, a na koniec powolne przechodzenie coraz bliżej w moim kierunku.
Jednak jeszcze nie był na tyle blisko, bym mogła poczuć szczęście w powietrzu, brakowało go moim oczom.
Minęło kilkanaście minut, po szybkim prysznicu uchyliły się drzwi od naszej sypialni. Spojrzałam w jego kierunku, uśmiechnęłam się i podziwiałam jego wyrzeźbione ciało, męskie rysy twarzy, mokre końcówki włosów, które były poukładane w różne strony. Odpowiedział mi równie tym samym zbliżył się do łóżka, oparł dłońmi tak, że był teraz nade mną i w jednej sekundzie złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Zatracałam się coraz bardziej, chłonęłam go jak tylko mogłam. Na każdy możliwy sposób.
- Tęskniłam za tobą. - wyszeptałam mu w usta, patrząc w jego czarne jak węgiel oczy.
- Ja za tobą też. - odpowiedział, całując w czoło, a potem kładąc się obok mnie zachęcaj, bym położyła się na jego torsie.
To była jego ulubiona pozycja. Oboje czuliśmy się wtedy bardzo komfortowo, bardzo pewnie i bezpiecznie. A dodatkowo, mogliśmy w swobodny sposób rozmawiać i wymieniając się przy tym spojrzeniami.
- Kotku, jestem zmęczony, chodź spać. - usłyszałam w pewnej chwili, po krótkiej ciszy między nami.
To było dość dziwne. Dlaczego już chciał iść spać, skoro prawie zawsze dość długo potrafiliśmy rozmawiać?
- Coś się stało? Jakiś zły dzień? - niepewnie zapytałam, ale zbył mnie i odwrócił się do mnie tyłem, po czym zostałam sama ze wzrokiem wpatrzonym w sufit.
Coś było nie tak. Każdy może mi teraz powiedzieć, że panikowałam, przesadzałam. Ale nie. Kiedy Parker jest w takim nastroju to może oznaczać tylko jedno. Kłopoty.
Wstałam niepewnie z łóżka, wyszłam do kuchni, wypiłam szklankę wody i usiadłam przy stole, otwierając laptopa. Skrzynka mailowa czysta, brak oznak jakiegoś niebezpieczeństwa. Wszystko na profilu społecznościowym także było w porządku. " Niepotrzebnie siejesz panikę" - podpowiadała moja wewnętrzna intuicja. Ale nim zdążyłam sobie tę wiadomość przyswoić, moim oczom ukazała się strona z nową pocztą. Nowy adres. Przyjrzałam się temu przez chwilę, zastanawiając się, dlaczego Jake założył nowego maila i to jeszcze w tajemnicy przede mną. Przecież mógł mi powiedzieć, staramy się zawsze mówić sobie prawdę, by potem nie kłócić się o najmniejsze drobiazgi.
Zalogowałam się bez chwili wahania, zerknęłam na listę wiadomości i patrzyłam w ekran z otwartymi ustami, a zarazem przyśpieszonym oddechem.
" Albo usuniesz się z tego miasta razem ze swoim pseudo gangiem, albo ty i twoja suka będziecie wiedzieli, co to znaczy odchodzić z tego świata w męczarniach. "
I kolejna wiadomość.
" Parker, ty kutasie, jakim prawem wpieprzasz się ze swoimi brudnymi łapami w moje sprawy z Hells. Odpieprz się, albo ty i Butchers i twoja laska pożałujecie."
A wysłane? Tam też coś było? Musiałam sprawdzić. Nic z tego nie rozumiałam. Adres w ogóle mi nie znany, Butchers znowu się w coś wpakowało? Przecież było już wszystko dobrze. Wszyscy członkowie gangu Jake'a doszli do siebie, poukładali sprawy i normalnie prowadzili interesy w mieście. Hells? Tego gangu nie kojarzę.
Wysłane do: patrick-hells.com
" Słuchaj, na jakiś czas masz spokój. Załatwiłem go tak, jak mówiłem. Ślady usunięte, nikt nic nie będzie podejrzewał. Odezwę się jutro. "
Krew zmroziła mi się w żyłach. Nie mogłam uwierzyć w to, że Parker znowu zaczął wracać do takich porachunków. Że znowu zaczął bawić się w króla tego miasta, króla i przywódcę wszystkich gangów. A prawda była taka, że był jednym z wielu i to on może stać się ofiarą.
Zdenerwowana pobiegłam do sypialni, szarpnęłam drzwiami i już chciałam go budzić, ale zorientowałam się, że go nie było. Łóżko było puste. Drzwi tarasowe otwarte, pozostawione jedynie porozrzucane ubrania na podłodze. Miałam złe przeczucia.
Trzask drzwi wejściowych. Wrócił. Nareszcie. Lekko podniosłam się no pozycji półleżącej, oparłam się o ramię i nasłuchiwałam, jak zgrabnie poruszał się po całym mieszkaniu. Najpierw poszedł do kuchni, było słychać gotującą się wodę na herbatę, odgrzewanie jedzenia przygotowanego przeze mnie w mikrofalówce, posprzątanie po sobie, a na koniec powolne przechodzenie coraz bliżej w moim kierunku.
Jednak jeszcze nie był na tyle blisko, bym mogła poczuć szczęście w powietrzu, brakowało go moim oczom.
Minęło kilkanaście minut, po szybkim prysznicu uchyliły się drzwi od naszej sypialni. Spojrzałam w jego kierunku, uśmiechnęłam się i podziwiałam jego wyrzeźbione ciało, męskie rysy twarzy, mokre końcówki włosów, które były poukładane w różne strony. Odpowiedział mi równie tym samym zbliżył się do łóżka, oparł dłońmi tak, że był teraz nade mną i w jednej sekundzie złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Zatracałam się coraz bardziej, chłonęłam go jak tylko mogłam. Na każdy możliwy sposób.
- Tęskniłam za tobą. - wyszeptałam mu w usta, patrząc w jego czarne jak węgiel oczy.
- Ja za tobą też. - odpowiedział, całując w czoło, a potem kładąc się obok mnie zachęcaj, bym położyła się na jego torsie.
To była jego ulubiona pozycja. Oboje czuliśmy się wtedy bardzo komfortowo, bardzo pewnie i bezpiecznie. A dodatkowo, mogliśmy w swobodny sposób rozmawiać i wymieniając się przy tym spojrzeniami.
- Kotku, jestem zmęczony, chodź spać. - usłyszałam w pewnej chwili, po krótkiej ciszy między nami.
To było dość dziwne. Dlaczego już chciał iść spać, skoro prawie zawsze dość długo potrafiliśmy rozmawiać?
- Coś się stało? Jakiś zły dzień? - niepewnie zapytałam, ale zbył mnie i odwrócił się do mnie tyłem, po czym zostałam sama ze wzrokiem wpatrzonym w sufit.
Coś było nie tak. Każdy może mi teraz powiedzieć, że panikowałam, przesadzałam. Ale nie. Kiedy Parker jest w takim nastroju to może oznaczać tylko jedno. Kłopoty.
Wstałam niepewnie z łóżka, wyszłam do kuchni, wypiłam szklankę wody i usiadłam przy stole, otwierając laptopa. Skrzynka mailowa czysta, brak oznak jakiegoś niebezpieczeństwa. Wszystko na profilu społecznościowym także było w porządku. " Niepotrzebnie siejesz panikę" - podpowiadała moja wewnętrzna intuicja. Ale nim zdążyłam sobie tę wiadomość przyswoić, moim oczom ukazała się strona z nową pocztą. Nowy adres. Przyjrzałam się temu przez chwilę, zastanawiając się, dlaczego Jake założył nowego maila i to jeszcze w tajemnicy przede mną. Przecież mógł mi powiedzieć, staramy się zawsze mówić sobie prawdę, by potem nie kłócić się o najmniejsze drobiazgi.
Zalogowałam się bez chwili wahania, zerknęłam na listę wiadomości i patrzyłam w ekran z otwartymi ustami, a zarazem przyśpieszonym oddechem.
" Albo usuniesz się z tego miasta razem ze swoim pseudo gangiem, albo ty i twoja suka będziecie wiedzieli, co to znaczy odchodzić z tego świata w męczarniach. "
I kolejna wiadomość.
" Parker, ty kutasie, jakim prawem wpieprzasz się ze swoimi brudnymi łapami w moje sprawy z Hells. Odpieprz się, albo ty i Butchers i twoja laska pożałujecie."
A wysłane? Tam też coś było? Musiałam sprawdzić. Nic z tego nie rozumiałam. Adres w ogóle mi nie znany, Butchers znowu się w coś wpakowało? Przecież było już wszystko dobrze. Wszyscy członkowie gangu Jake'a doszli do siebie, poukładali sprawy i normalnie prowadzili interesy w mieście. Hells? Tego gangu nie kojarzę.
Wysłane do: patrick-hells.com
" Słuchaj, na jakiś czas masz spokój. Załatwiłem go tak, jak mówiłem. Ślady usunięte, nikt nic nie będzie podejrzewał. Odezwę się jutro. "
Krew zmroziła mi się w żyłach. Nie mogłam uwierzyć w to, że Parker znowu zaczął wracać do takich porachunków. Że znowu zaczął bawić się w króla tego miasta, króla i przywódcę wszystkich gangów. A prawda była taka, że był jednym z wielu i to on może stać się ofiarą.
Zdenerwowana pobiegłam do sypialni, szarpnęłam drzwiami i już chciałam go budzić, ale zorientowałam się, że go nie było. Łóżko było puste. Drzwi tarasowe otwarte, pozostawione jedynie porozrzucane ubrania na podłodze. Miałam złe przeczucia.
Komentarze
Prześlij komentarz