Dbać, kochać, doceniać.
Słońce z każda kolejną minutą grzeje coraz mocniej. Odczuwasz, jak zaczyna rozgrzewać całe twoje ciało. Delikatny powiew wiatru, szum morza, śmiech pobliskich dzieci bawiących się w piasku. Wszystko jest takie niewinne, naturalne, pozbawione mrocznych emocji, kolorowe. Odpowiada ci to. Przecież tego właśnie chciałaś. Odrobiny spokoju, by poukładać wszystko w głowie. I cieszysz się z tego, pochłaniasz całą wolność, jaka została ci dana na te kilkanaście minut, może godzin.
Ale nagle coś się psuje, odczuwasz niepokój, nie czujesz promieni słonecznych na swojej skórze. Otwierasz oczy i widzisz, jak znikło słońce, na niebie pojawiło się mnóstwo chmur i zaraz zacznie padać. Plaża zrobiła się prawie pusta, wszyscy poszli do domów, pensjonatów, czy pobliskich restauracji. Zrywasz się na równe nogi, składasz swoje rzeczy, ale już za późno. Krople deszczu lądują na twojej twarzy, w oddali słyszysz mocne grzmoty nadchodzącej burzy, morze szaleje, a fale zaczynają coraz bardziej do ciebie dopływać. Zaczynasz uciekać, biec w stronę najbliższego wyjścia z plaży. Chcesz już być w bezpiecznym, ciepłym miejscu, najlepiej w jego ramionach. Ramionach, które zawsze cię ogrzeją, ochronią, pociągną w górę by dodać trochę odwagi do działania.
Budzę się. Nerwowo spoglądam na sufit, mrugając oczami. Gdzie ja jestem? Co się stało? Pytam, ale nim odpowiadam sama sobie, dostrzegam go obok siebie. Śpi. Uroczo, tak, jak zawsze. Może i trochę chrapie, ale go kocham. Kocham jego oczy, usta, niesfornie ułożone włosy. Kocham go, całego. Kiedy mówi, że jestem najważniejsza w jego życiu, cieszę się. Jestem szczęśliwa, że znalazłam kogoś, kto mnie docenia. Kto potrafił mnie w sobie rozkochać i potrafił zakochać się we mnie.
Miłość jest piękna, najpiękniejsza. Sprawia, że możemy unieść się nad światem, poszybować w górę, złapać coś, co jest nieosiągalne w momencie, gdy nie masz kogo kochać.
Bo kochać to znaczy być, doceniać, dbać.
~S.
Ale nagle coś się psuje, odczuwasz niepokój, nie czujesz promieni słonecznych na swojej skórze. Otwierasz oczy i widzisz, jak znikło słońce, na niebie pojawiło się mnóstwo chmur i zaraz zacznie padać. Plaża zrobiła się prawie pusta, wszyscy poszli do domów, pensjonatów, czy pobliskich restauracji. Zrywasz się na równe nogi, składasz swoje rzeczy, ale już za późno. Krople deszczu lądują na twojej twarzy, w oddali słyszysz mocne grzmoty nadchodzącej burzy, morze szaleje, a fale zaczynają coraz bardziej do ciebie dopływać. Zaczynasz uciekać, biec w stronę najbliższego wyjścia z plaży. Chcesz już być w bezpiecznym, ciepłym miejscu, najlepiej w jego ramionach. Ramionach, które zawsze cię ogrzeją, ochronią, pociągną w górę by dodać trochę odwagi do działania.
Budzę się. Nerwowo spoglądam na sufit, mrugając oczami. Gdzie ja jestem? Co się stało? Pytam, ale nim odpowiadam sama sobie, dostrzegam go obok siebie. Śpi. Uroczo, tak, jak zawsze. Może i trochę chrapie, ale go kocham. Kocham jego oczy, usta, niesfornie ułożone włosy. Kocham go, całego. Kiedy mówi, że jestem najważniejsza w jego życiu, cieszę się. Jestem szczęśliwa, że znalazłam kogoś, kto mnie docenia. Kto potrafił mnie w sobie rozkochać i potrafił zakochać się we mnie.
Miłość jest piękna, najpiękniejsza. Sprawia, że możemy unieść się nad światem, poszybować w górę, złapać coś, co jest nieosiągalne w momencie, gdy nie masz kogo kochać.
Bo kochać to znaczy być, doceniać, dbać.
~S.

Komentarze
Prześlij komentarz