Powrót do złych nawyków
Czekałam na niego. Z każdą kolejną minutą byłam spragniona go jeszcze bardziej. Myśli były niespokojne, porozwiewane niczym płachta nie wietrze, unosząca się co chwilę w przeciwnych kierunkach. Serce biło równomiernie, czasami lekko przyspieszało mi się tętno w nadziei, że lada moment wejdzie do tego cholernego mieszkania i przywita mnie tym słodkim buziakiem w usta, mówiąc cicho " Dzień dobry" albo " Cześć skarbie". To było cudowne uczucie. Trzask drzwi wejściowych. Wrócił. Nareszcie. Lekko podniosłam się no pozycji półleżącej, oparłam się o ramię i nasłuchiwałam, jak zgrabnie poruszał się po całym mieszkaniu. Najpierw poszedł do kuchni, było słychać gotującą się wodę na herbatę, odgrzewanie jedzenia przygotowanego przeze mnie w mikrofalówce, posprzątanie po sobie, a na koniec powolne przechodzenie coraz bliżej w moim kierunku. Jednak jeszcze nie był na tyle blisko, bym mogła poczuć szczęście w powietrzu, brakowało go moim oczom. ...