Shadow wkracza do gry
Praca coraz częściej przyprawiała mnie o zawrót głowy. Nie
miałem siły, by każdemu z osobna codziennie tłumaczyć planów związanych z
nowymi akcjami i skokami na magazyny. Byli w gangu od dawna, ale wydawało mi
się, że dla nich to nie jest nic poważnego. Pójdą, zrobią swoje i wrócą. A to
wcale nie o to chodziło. Wszyscy mieliśmy tworzyć jedną rodzinę. Rodzinę, która
po przejęciu wszystkich miastowych magazynów, dragów i lasek, miała stać się
najbardziej niebezpiecznym gangiem w mieście. Do tego dążyłem. Aby Insiders
było niepokonane. Musiałem im tylko wbić do głów fakt, że aby coś osiągnąć –
musimy być w każdym calu precyzyjni. Każdy najmniejszy błąd mógłby pokrzyżować
nam przejęcie tego miasta. A nie oszukujmy się, Nowy York nie jest taki mały.
- Justin, stary, odpuść trochę! - Thomas rzucił na stół mapy, które przed chwilą im pokazałem - To zwykły skok na Butchers, będą nam jedli z ręki! - zaśmiał się - Po co tak drążysz wszystko. Wysiadamy, zabieramy strażnika, idziemy do środka, wybijamy te krzywe mordy po kolei i tyle. Magazyn nasz. - uniósł palec ku górze - Już czuję ten zapach amfy. I nowych broni do wybijania. Uwielbiam to! - klasnął w ręce, tym samym denerwując mnie jeszcze bardziej.
Uderzyłem pięścią o blat stołu. Nie wytrzymałem napięcia tworzącego się w moich żyłach.
- Do kurwy nędzy, wypierdalać mi wszyscy z tego pokoju!Posłuchali. Jedyna rzecz jaka do nich chyba dzisiaj dotarła. Zaciśniętą pięścią zrzuciłem kilka szklanek z whiskey na podłogę, plany, książki. Dlaczego tak trudno mi było się z nimi ostatnio dogadać? Wcześniej nie było takich problemów. Konsultowali ze mną najmniejsze szczegóły. Byli oddani. Teraz też są, wiem o tym. Ale coś zaczyna pękać. Stają się za bardzo pewni siebie. Owszem, powinni tacy być, ale trzeba znać umiar. Już raz straciłem wszystko. Nie dopuszczę do tego drugi raz. Za dużo mnie to wszystko kosztowało.
- Uspokój się, przejdzie im. Są trochę... - zaczął szukać w głowie jakiegoś odpowiedniego słowa - łapczywi. - dodał Jason i usiadł na fotelu przede mną.
Spojrzałem na niego i parsknąłem pod nosem. Jeszcze jego mi dzisiaj brakowało. Jason Knight. Facet, który uratował mnie od pewnej śmierci zaraz po tym, jak w moim starym mieszkaniu wybuchł pożar. Miałem wtedy zaledwie osiem lat. Matka z młodszą siostrą nie miały szans. Znalazł mnie w domku na drzewie, zabrał do siebie i zaczął wychowywać jak własnego syna. A był zaledwie pięć lat starszy. Śmieszne, prawda? Ale zawdzięczam mu wszystko. Razem stawialiśmy na nogi Insiders. Gang, który staje się coraz silniejszy i zyskuje coraz większy rozgłos, ale i szacunek. Bo na tym zależy mi najbardziej.
- Daj im ochłonąć. Niech pójdą sami na akcję. - opowiadał, zaciągając się papierosem, który przed chwilą odpalił - Nie wyjdzie im raz, drugi, a wtedy razem wejdziemy i im pomożemy. Chyba tylko w ten sposób upomnisz ich o zachowanie głowy na karku. Dave, Lukas, Thomas. Młodzi chłopacy. Daj im się wyszaleć. Czas na chwałę jeszcze przyjdzie. - podniósł się, podszedł do mnie i położył dłoń na ramieniu. - Wyluzuj już, ochłoń. - zaśmiał się. - I zbieraj się, jedziemy do klubu.
Popatrzyłem na niego, ale nie zamierzałem zaprzeczać. Skinąłem z aprobatą, ale dałem mu do zrozumienia, że potrzebuję chwili. Zgodził się, dał mi dziesięć minut. Z piwnicy poszedłem od razu na górę, do łazienki. Rozebrałem się, wszedłem pod prysznic. Pierwsze krople zimnej wody przyprawiły mnie o dreszcze, krew płynęła szybciej. Nerwy zaczęły władać moim ciałem. Czułem, jak miałem ochotę powybijać wszystkich. Ale co z tego, jaki były tego finał. Oparłem dłonie na szklanych płytach, woda po mnie spływała. To było dość frustrujące. Czekać, aż inni zaczną myśleć tak, jak ty. Dlaczego nie mogło być prościej. Westchnąłem po dłuższej chwili stania w bezruchu. Umyłem się, ubrałem, zszedłem na dół. Wszyscy już siedzieli w aucie. Zabrałem kurtkę, zamknąłem dom.
- Kurwa, Dave. Serio? - zaśmiałem się, otwierając drzwi od strony kierowcy. - Wysiadka, ja prowadzę.
Zrobił to, ale widziałem, jak zaciska z wściekłości zęby. No co jak co, ale ten osiemnastolatek nie będzie woził się moim samochodem. To moja działka. Wyjechałem z posesji, skręciłem w stronę miasta. Mieszkanie na obrzeżu miało swoje zalety. Zawsze było to lepsze, niż ciągłe stanie w korku w centrum. Nienawidziłem czekania.
Do klubu mieliśmy ułatwiony dostęp. Jeden z ochroniarzy zawsze wpuszczał nas tylnym wyjściem. Znali nas, wiadomo. Porachunki z nami miało wielu, ale również wiele osób zaczęło z nami współpracować po tym, jak dzięki mojemu gangowi został zgładzony niejaki McCann. Co za gnój. Wykorzystywał każdą możliwą okazję, by zaciągnąć do swojej meliny małolaty, gnębić je, molestować, a na samym końcu wyrzucać do lasu jak jakieś zabawki. Osobiście go zabiłem. I przyniosło mi to ogromną satysfakcję.
- Coś podać? - wyrwał mnie z myśli głos barmana.
- Tak, whiskey dla każdego z nas. - mruknąłem, wpatrując się w scenę.
Pokaz miał rozpocząć się lada chwila. Czekałem na to, bo marzyłem, by się odprężyć. Cała narastająca w moim ciele adrenalina wołała o trochę wolności. Nim zdążyłem spojrzeć na zegarek, scena zrobiła się cała czerwona. Reflektory padły na cztery rury. Zaraz potem wyszły dziewczyny. Rozległy się piski facetów, a nim zdążyły wykonać jakiś ruch, pod ich nogami znajdowały się już banknoty. Spore sumy, jak na sam początek. Zaśmiałem się i popijając alkohol, delektowałem się widokiem prawie nagich dziewczyn. Stopniowo pozbywały się swoich ubrań. O ile można to tak nazwać. Cienkie sznurki zakrywające tylko tyle, by zadziałało to na zmysły. I tak też się stawało. Miałem niesamowitą chęć posiadania jednej z nich. Czarnej, z kocimi oczami. Właśnie ona była dzisiaj w moim guście. Odpowiednia do nastroju.
W pewnej chwili chyba wyczuła, jak na nią patrzę. Zeszła ze sceny, podeszła do naszego stolika. Usiadła Thomas'owi na kolana, zaczęła się o niego ocierać. Chciał ją klepnąć w tyłek, ale mu to sprytnie uniemożliwiła, idąc do Dave'a. Skubany miał taką minę, jakby miał dojść już w tej chwili. Młody był, nie dziwiłem mu się. Dotknął ją w tali, a ona przejechała ręką po jego kroczu. Jęknął, rozbawił mnie tym. Wtedy jej wzrok przeszedł na mnie. Uniosła wargi, zgrabnie się do mnie przysunęła. Nie usiadła, tylko uklęknęła. Oblizała usta, dłońmi oparła się o moje kolana pokazując reszcie wypięty tyłeczek. Nie chciałem jej obmacywać przy wszystkich. Nim zdążyła cokolwiek zrobić, albo powiedzieć, wylądowała na moich plecach. Zacisnąłem jej nadgarstki, klepnąłem dość mocno w tyłek i tylko cicho szepnąłem. - Dzisiaj będziesz moja. - Zaśmiałem się i poszedłem z nią w kierunku pokoi.
Była spokojna, nie wierciła się. Była do tego przyzwyczajona, chociaż liczyłem na to, że będzie dość ochoczo ze mną współpracować. Otworzyłem drzwi kartą, zamknąłem je za sobą, a potem oparłem ją o ścianę i zacząłem łapczywie całować. Owinęła nogi wokół moich bioder, delikatnie się ocierając o moje krocze. Miała ochotę tak, jak ja. Czułem to w jej oddechu, dość niestabilnym.
- Weź mnie. - Syknęła, wbijając długie i spiczaste paznokcie w szyję.
Bez dłuższego namysłu rzuciłem ją na łóżko. Była naga, więc rozbieranie miałem z głowy. Najmniej lubiany punkt przeze mnie. Zacząłem ją gryźć po szyi, dekolcie. Ssałem energicznie i zaciskałem w dłoniach jej piersi, były duże, krągłe i podniecały mnie niesamowicie. Jęczała, a ja uwielbiałem, jak kobieta była głośna. Wtedy przeszedłem niżej. Była tak bardzo mokra, że zapragnąłem ją mieć tylko dla siebie. Całowałem, dmuchałem, gryzłem chwilami. W ostatniej chwili, gdy miała dojść, przestałem.
- Co maleńka, chciałaś dojść? Tak szybko? - Uniosłem się na rękach i zawisłem nad nią. - Nie tak prędko, najpierw lodzik. - Warknąłem w jej usta, a potem szybkim ruchem przeniosłem ją na siebie i teraz to ona leżała na mnie.
Zdjęła mi koszulkę, całowała tors. Jej wargi były niesamowicie rozgrzane, płonęła, wiedziałem o tym.
- Dalej mała, nie mam tyle czasu. - Jęknąłem, gdy dość powolnie rozpinała mi spodnie.
Posłuchała i zabrała się za ssanie mojego przyrodzenia. Nie ukrywam, miała w tym wprawę. Wzięła całego do buzi i robiła z nim co chciała, a ja czerpałem niesamowitą energię. Odprężałem się.
- Dobra, starczy. - Podniosłem się po dłuższej chwili i wciągnąłem ją na siebie, by chwilę później się w nią wbić.
Była nieziemska. Co fakt, nie tak ciasna, jak myślałem, ale i tak była odpowiednia. Zacząłem pchać w nią coraz mocniej i mocniej, aż ona zaczęła krzyczeć. Szczytowała, a ja się nie hamowałem. Niewiele brakowało mi do szczęścia. Tak też się po paru kolejnych minutach stało. Fala spermy zalała jej wnętrze,a mnie ogarnęła jakaś nicość.
- Dzięki. - Wstałem, rzuciłem na łóżko kilka banknotów i szybko się ubrałem.
- Już pójdziesz sobie? Tak od razu? - Zdziwiła się. - Myślałam, że spędzimy całą noc. - Udała naburmuszoną lalę.
Głośno się zaśmiałem - Sorry, ale jesteś tylko jedną z wielu dziwek w tym burdelu. Nie licz na to, że zaczniesz być jakąś ekskluzywną panną do towarzystwa. - wyszedłem i pokierowałem się na dół.
Już w połowie piętra dochodziły jakieś krzyki, strzały. Coś było nie tak. Wyjąłem z tylnej kieszeni spluwę, i zacząłem ostrożnie schodzić, rozglądając się na każdą stronę. Widziałem uciekające osoby z klubu, gołe striptizerki. Za barem chowały się też jakieś osoby, ale na scenie odgrywał się niezły pokaz. Dave, Thomas i jakieś dwie dziewczyny, nie te co wcześniej tańczyły wraz z ... No właśnie. Wraz z Butchers. W zasadzie jego przywódcą i jakiś innym frajerem.
- No no no. Proszę. Kogo my tu mamy! - Paul podniósł ręce w geście powitalnym w moim kierunku, kiedy mnie ujrzał zbliżającego się pod scenę. - Justin Parker. Przywódca pseudo gangu Insiders. - wybuchnął śmiechem, ale nie zrobiło to na mnie wrażenia - byłem opanowany.
- Weź daruj sobie takie kurewskie zagrywki. - Wszedłem na scenę. - O co chodzi? W czym masz znowu problem, co? - machnąłem bronią przed jego twarzą.
- Ja? Ależ w niczym. Chciałem tylko zabrać z widowni te młode damy, które usilnie próbują mi się wymknąć. - Wzruszył ramionami - A twoi kolesie jak zwykle chcą być bohaterami i je uwolnić. Banda idiotów. - splunął w ich kierunku.
Miałem naprawdę długi i ciężki dzień, a jeszcze czekała mnie przeprawa przez to bagno z Butchers w roli głównej. Naprawdę miałem dość tego pieprzonego dnia.
- Dobra. Dość tego. - Syknąłem i strzeliłem w jednego z jego chłoptasi.
Oberwał w ramię, tym samym upuszczając broń. Rozpętała się bijatyka. Poszły w ruch nie tylko pięści, ale też i szklanki, alkohol. W pewnej chwili zaczęły padać pierwsze strzały. Dziewczyny były w samym centrum uwagi, aż jedna z nich w końcu została postrzelona w brzuch. Jakoś wymknąłem się, Jason odwrócił ich uwagę, a ja w ten sposób mogłem obie zabrać w jakieś bezpieczniejsze miejsce.
- Dalej, nie mamy tyle czasu. - Warknąłem, kiedy jedna się ociągała.
Ranną miałem na plecach, natomiast drugą trzymałem za nadgarstek i ciągnąłem w stronę mojego samochodu. Obie wrzuciłem na tylne siedzenia i pojechałem z nimi do naszego domu. Ta jedna wydawała się dość intrygująca i chciałem poznać sytuację, w jakich okolicznościach znalazły się w tym klubie.
Komentarze
Prześlij komentarz