Coś nowego, połączonego ze starym.
Krew spływała po jej ciele. Była bezbronna, pozbawiona szansy na ucieczkę, ratunek. Na cokolwiek, co pomogłoby jej zacząć żyć na nowo. Nie chciałem, aby przez moje interesy ona cierpiała. Nie miałem jednak wyboru. Wiedziała za dużo. Mogła mnie pogrążyć, a razem ze mną polegliby moi przyjaciele z gangu. Nie taki scenariusz miałem w planach. To, co było między mną, a Mirandą, było już skończone. Jedyne, co mogłem zrobić - to ją zabić.
- Justin proszę, wiem, czym się zajmujesz, ale daj nam szansę! - Jęknęła, kiedy przystawiłem broń do jej skroni, zupełnie nic nie czując.
Nie miałem skrupułów, by odebrać jej życie. Znowu byłem sobą. Shadow ogarnął mnie doszczętnie, a ja go potrzebowałem, jak nigdy nikogo wcześniej. Pożegnałem ją łobuzerskim uśmiechem i po prostu zabiłem. W jednej sekundzie jej krew rozprysnęła się i wylądowała na moich ubraniach. Warknąłem pod nosem, a zaraz potem wyszedłem z magazynu Dave'a. Czekał na mnie przy samochodzie, więc skinąłem dłonią na znak, by wsiadł do środka, po czym sam usiadłem za kierownicą i bez namysłu odpaliłem silnik, ruszając z piskiem opon w kierunku swojego mieszkania na obrzeżach Forks.
- Zadzwoń do Thomas'a, by razem z Jasonem pozbyli się ciała i posprzątali w magazynie. - Zaśmiałem się, zakładając okulary przeciwsłoneczne - Swoją drogą, myślę, że powinniśmy się dzisiaj trochę zabawić wieczorem. - Skręciłem w pobliską uliczkę.
- Jasne, świetny pomysł. Jason ma ochotę na jakąś panienkę od wczoraj, więc pewnie będzie zachwycony. - mruknął Dave.
Dave był przybłędą w naszym gangu. Ale bardzo go lubiłem. Był jak mój młodszy brat, którego matka wywiozła , gdy tylko dowiedziała się, że to ja stałem za zabójstwem ojca. Od tego się właśnie wszystko zaczęło.
Cała moja przygoda z narkotykami, handlem bronią, magazynami i bronią. Miałem dość bicia i wyzywania. Postawiłem się i go zabiłem. A razem z tym czynem stałem się, jak twierdzi moja matka "potworem". A prawda była taka, że z chwilą pozbawienia tej jednej osoby życia, poczułem się sobą. Taki właśnie byłem. Byłem cieniem człowieka, który nic nie potrafił osiągnąć. Dlatego założyłem nową rodzinę. Gang, który pomagał mi w interesach. Pomógł wybić się na wyżyny codzienności, tym samym stając się jednym z najbardziej niebezpiecznych grup w mieście. Byłem na szczycie i to inni pragnęli mnie pokonać. Codziennie musiałem walczyć z nowymi osobami, by utrzymać Insiders niepokonanym. Wiązało się to z nieustającymi wyrzeczeniami. Chęć pozbycia się każdego wroga była coraz silniejsza. Z każdą kolejną godziną wiedziałem, że moje nowe oblicze pogrążone było w jednym aspekcie. Zabijanie.
- Justin, stary! - Usłyszałem nagle donośny ton głosu mojego partnera siedzącego obok, który próbował zahamować auto.
Zatrzymałem gwałtowanie samochód, a potem ujrzałem to, czego wcześniej nie dostrzegłem. Tuż przede mną, na pobliskim parkingu jakiś facet zdzierał ubrania z dziewczyny. Byłem przyzwyczajony do tego typu sytuacji, gdyż sam nie raz byłem dominującą osobą w relacjach damsko - męskich. Jednakże nigdy nie dopuściłem się wykorzystania. Bynajmniej nie zwykłej dziewczyny idącej chodnikiem. Od tego były kluby nocne, do których chodziłem razem z resztą chłopaków.
- Hej, Ty tam. - Zawołałem, podchodząc do nich - Serio musisz pieprzyć laskę na środku ulicy? - Byłem z lekka rozbawiony, więc tego nie ukrywałem.
Wtedy blondyn odsunął się od kobiety, która płakała będąc jedynie w samej bieliźnie, a wokół porozrzucane były ubrania. Odwrócił się, a mi w jednej chwili adrenalina podniosła się o sto procent. Calvin Mccan. Jeden z najgorszych typków w mieście. To właśnie z nim walczyłem od ponad dwóch lat, by wzbić się jeszcze wyżej i zostać najniebezpieczniejszym gangsterem w Forks.
- Shadow. - Uśmiechnął się, jednocześnie klaszcząc w dłonie. - Cóż za miłe spotkanie. Nie spodziewałem się ciebie tutaj. Myślałem, że jesteś pochłonięty załatwianiem swojej dziuni, która dowiedziała się z kim mieszka pod jednym dachem. - Uniósł łobuzersko swoje brwi.
W ogóle to na mnie nie podziałało. Jedynie doznałem szoku. To on jej wszystko powiedział. Przez niego straciłem w wiarę na ułożenie sobie życia z jakąś dziewczyną, bo jemu zachciało się rujnować mi codzienność. Nie wytrzymałem. Podszedłem do niego w jednej sekundzie i bez zastanowienia odepchnąłem od dziewczyny, która pozbawiona sił opadła na ziemię.
- Ty gnoju! - Warknąłem i uderzyłem go z całej siły.
Zaczęliśmy się bić, szarpać. Oberwałem w nos, z którego zaczęła lecieć krew, ale co mi było po bólu, skoro pragnąłem go za wszelką cenę wykończyć?
- Nie tym razem, Dark. - Wysyczałem i wyciągnąłem zza paska od spodni broń.
Odblokowałem ją i nie zastanawiając się nad niczym innym, po prostu w niego strzeliłem. Dostał. Usłyszałem jego jęki i głośne krzyki, które oznajmiały, że nie wiedziałem, z kim zadarłem. Miałem to gdzieś. Szybkim ruchem się podniosłem, zabrałem dziewczynę i wsadziłem ją do auta, po czym odjechałem z piskiem opon, zostawiając tego dupka na pastwę losu. Mogłem go zabić, ale tego nie zrobiłem. Co to za fascynacja, skoro zabijając kogoś bezbronnego? Dark tym razem nie miał przy sobie ani broni, ani kumpli. Wolałem poczekać na bardziej odpowiedni moment, by pozbyć się kogoś, kto odebrał mi kilka miesięcy temu magazyn warty ponad milion dolarów. Chciałem go zniszczyć, pozbawić wszelkich nadziei na powiększanie handlu, dlatego za każdym razem, gdy chciał pozyskać nowych wspólników, odbijałem ich. Proponowałem lepsze warunki umowy, dzięki czemu albo tracił więcej ode mnie, albo przez jakiś czas był na pozostałościach z poprzednich umów.
- Dlaczego go nie wykończyłeś? - Burknął Honi, który jeszcze mało wiedział o zabijaniu.
- Młody, jeszcze się nie nauczyłeś? - Zaśmiałem się - Nie zabijamy bezbronnych. Owszem. - Skinąłem ręką - Jego trzeba zabić, ale nie w takich warunkach. Czekam na moment, w którym osobiście będą mógł odstrzelić mu łeb, ale przy jego wspólnikach. Niech wszyscy zobaczą, kto jest najbardziej niebezpieczną osobą spośród nas wszystkich. Rozumiesz? - Zerknął na niego, ale jedyne co dostrzegłem, to jakieś grymasy na jego twarzy.
Zostawił już ten temat, ale czułem, że nerwowo zaciskał pięści i co jakiś czas sprawdzał lusterka, czy ktoś za nami nie jechał. Rozumiałem jego zachowanie. Też kiedyś czułem się jak zagubione dziecko szukające schronienia. Ale udało mi się ujarzmić swoje prawdziwe oblicze. Teraz byłem sobą i tylko dzięki odwadze oraz porywczości uchodziłem z każdego zajścia żywo.
- Mamy nową laskę w chacie! - Z fotela poderwał się Jason, na widok pół nagiej dziewczyny, którą wnosiłem na rękach do mieszkania.
- Spadaj, to nie laska do ruchania. Zabieraj resztę i idźcie do klubu.- Zacząłem wchodzić po schodach na piętro - Ja muszę załatwić pewną sprawę. - Dodałem i kopnąłem drzwi od swojego pokoju, położyłem ją na swoim łóżku i narzuciłem koc na jej drobne, ale zarazem piękne ciało.
Nim jednak odszedłem, wodziłem wzrokiem po rysach jej twarzy, kasztanowych włosach, delikatnej i jasnej cerze, na której spoczywały ślady po spływających łzach. Miała liczne siniaki na szyi, zapewne od tego debila, który chciał zrobić jej krzywdę. Zaciskałem pięści, by pohamować złość. Wiedziałem, że nie mogłem pozwolić wyjść swojej złości na wierzch, bo wtedy mogło by stać się coś, czego raczej bym nie chciał. Odszedłem szybko od dziewczyny i poszedłem do łazienki. Rozebrałem się, wszedłem pod prysznic i odkręciłem kurek z zimną wodą.
Kiedy pierwsze kropelki zimnej wody przemyły moją twarz, poczułem ulgę. Byłem rozpalony, gotowy do walki. Tak działo się zawsze, kiedy jakieś zdarzenia były na tyle mocne, by wyprowadzić mnie z równowagi. Wziąłem głęboki oddech, zacisnąłem w dłoniach końcówki swoich włosów i pociągnąłem je, by choć na chwilę odczuć ból. By pozbyć się chęci rozwalenia komuś tyłka, pozbawienia zmysłów i wyrwania serca. Myśli wirowały, a ja czułem jak skóra mnie paliła. Uderzyłem gwałtownie pięścią w ścianę, co wywołało jęk. Wariowałem. Chciałem zobaczyć jak ten gnojek schodził na tamten świat,
Udało się. Po półgodzinnym sterczeniu pod zimną wodą - ochłonąłem. Owinąłem się ręcznikiem na biodrach, potargałem włosy, by pozbyć się ostatnich kropelek wody i wszedłem do pokoju. Otworzyłem szafę, wyjąłem spodnie i koszulkę, a potem się odwróciłem i chcąc podnieść czyste bokserki, które leżały na szafce, ujrzałem ją. Wystraszoną, ponownie zapłakaną w pozycji siedzącej.
- No dzień dobry. - Przełknąłem ślinę, wodząc wzrokiem po jej posturze ciała. Była bardzo wystraszona.
- Nie rób mi nic. Błagam... - Jęknęła, przesuwając się bliżej parapetu - Nie rób, ja nic nie zrobiłam, wypuść mnie! - Podniosła ton głosu, chcąc wywrzeć na mnie litość.
Jaką litość... Przecież ja nie miałem uczuć. Bawiłem się dziewczynami i nie liczyły się dla mnie ich odczucia. Nie chciałem się zakochiwać, potem znowu cierpieć, znowu przechodzić coś w kółko.
- Zamknij swoją ładną buzie i przestań płakać. - Wzruszyłem ramionami i odwiązałem supełek, po czym ręcznik zsunął się na podłogę, a ona w jednej chwili zaczerpnęła głośno powietrze, gdy jej oczom ukazało się moje ciało w całości, zupełnie nagie. - Jakbyś nie pamiętała, to ja cię uratowałem z rąk Calvina. - Oblizałem swoje usta - Powinnaś zawdzięczać mi życie, a nie posądzać o to, bym mógł cię wykorzystać na tle seksualnym, dziewczynko. - dodałem i założyłem bokserki, a zaraz potem w kilka sekund wszedłem na łózko i ująłem palcami jej podbródek - Bądź grzeczna, a niedługo wrócisz tam, skąd przyszłaś. - Cmoknąłem ustami i nim się obejrzała, usiadłem przy biurku, by móc spisać dane z raportu dostarczone przez policję.
Włamanie się do systemu miejskiego zupełnie nie jest takie trudne, jak niektórzy mówili. Wystarczyło złamać dwie blokady, wszczepić wirusa i poprzez transmisje danych codziennie spisywać nowości na tle przestępczym w naszej okolicy. Kiedy przeglądałem dokumenty, usłyszałem jak dziewczyna szlochała. Przewróciłem oczami i katem oka na nią spojrzałem.
- Jak masz na imię? - Mruknąłem, czytając sprawę zaginięcia jednej kobiety.
- Amanda. - Niechętnie uniosła swoje kąciki ust, by cokolwiek z siebie wydusić. - Większość woła na mnie Amy. - Dodała, połykając głośno ślinę.
Rozbawiała mnie swoim zachowaniem. Owszem, nie powinna była się tu w ogóle znaleźć, ale skoro już tu była, mógł być z niej jakiś pożytek. - Jestem Justin. - Zaśmiałem się, przenosząc swój wzrok na Amandę. - Ale znajomi wołają na mnie Shadow. Więc twój wybór, jak będziesz na mnie mówić, zielonooka dziewczyno. - W tej chwili spojrzała mi prosto w oczy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Czas najwyższy było przypomnieć sobie pisanie Shadow.
Pisząc o nim, te 2-3 lata temu pozwalam dać upust emocjom, które mąciły mi w głowie prawie 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu.
Pisanie tego opowiadania dawało mi mnóstwo pozytywnej energii, radości, satysfakcji, że w końcu zaczęłam się w czymś spełniać.
Z momentem przestania, zawieszenia bloga, przestało już być tak, jak kiedyś. Brakowało tego czegoś.
No ale cóż...
Mam wspaniałe wspomnienia związane z czytelnikami, komentarzami.
Najbardziej jednak jestem zachwycona swoją wyobraźnią. Jak bardzo potrafiłam wytworzyć kogoś, kogo sama pokochałam.
Shadow. - Chłopak marzeń. Niebezpieczny, nieziemsko przystojny, o dwóch charakterach i twarzach.
Moja książka. Moje opowiadanie. Mój Shadow.
Tworzenie czegoś nowego jest wspaniałe. A myśl, że możesz kierować wykreowanymi przez siebie postaciami... Bezcenna.
Cała moja przygoda z narkotykami, handlem bronią, magazynami i bronią. Miałem dość bicia i wyzywania. Postawiłem się i go zabiłem. A razem z tym czynem stałem się, jak twierdzi moja matka "potworem". A prawda była taka, że z chwilą pozbawienia tej jednej osoby życia, poczułem się sobą. Taki właśnie byłem. Byłem cieniem człowieka, który nic nie potrafił osiągnąć. Dlatego założyłem nową rodzinę. Gang, który pomagał mi w interesach. Pomógł wybić się na wyżyny codzienności, tym samym stając się jednym z najbardziej niebezpiecznych grup w mieście. Byłem na szczycie i to inni pragnęli mnie pokonać. Codziennie musiałem walczyć z nowymi osobami, by utrzymać Insiders niepokonanym. Wiązało się to z nieustającymi wyrzeczeniami. Chęć pozbycia się każdego wroga była coraz silniejsza. Z każdą kolejną godziną wiedziałem, że moje nowe oblicze pogrążone było w jednym aspekcie. Zabijanie.
- Justin, stary! - Usłyszałem nagle donośny ton głosu mojego partnera siedzącego obok, który próbował zahamować auto.
Zatrzymałem gwałtowanie samochód, a potem ujrzałem to, czego wcześniej nie dostrzegłem. Tuż przede mną, na pobliskim parkingu jakiś facet zdzierał ubrania z dziewczyny. Byłem przyzwyczajony do tego typu sytuacji, gdyż sam nie raz byłem dominującą osobą w relacjach damsko - męskich. Jednakże nigdy nie dopuściłem się wykorzystania. Bynajmniej nie zwykłej dziewczyny idącej chodnikiem. Od tego były kluby nocne, do których chodziłem razem z resztą chłopaków.
- Hej, Ty tam. - Zawołałem, podchodząc do nich - Serio musisz pieprzyć laskę na środku ulicy? - Byłem z lekka rozbawiony, więc tego nie ukrywałem.
Wtedy blondyn odsunął się od kobiety, która płakała będąc jedynie w samej bieliźnie, a wokół porozrzucane były ubrania. Odwrócił się, a mi w jednej chwili adrenalina podniosła się o sto procent. Calvin Mccan. Jeden z najgorszych typków w mieście. To właśnie z nim walczyłem od ponad dwóch lat, by wzbić się jeszcze wyżej i zostać najniebezpieczniejszym gangsterem w Forks.
- Shadow. - Uśmiechnął się, jednocześnie klaszcząc w dłonie. - Cóż za miłe spotkanie. Nie spodziewałem się ciebie tutaj. Myślałem, że jesteś pochłonięty załatwianiem swojej dziuni, która dowiedziała się z kim mieszka pod jednym dachem. - Uniósł łobuzersko swoje brwi.
W ogóle to na mnie nie podziałało. Jedynie doznałem szoku. To on jej wszystko powiedział. Przez niego straciłem w wiarę na ułożenie sobie życia z jakąś dziewczyną, bo jemu zachciało się rujnować mi codzienność. Nie wytrzymałem. Podszedłem do niego w jednej sekundzie i bez zastanowienia odepchnąłem od dziewczyny, która pozbawiona sił opadła na ziemię.
- Ty gnoju! - Warknąłem i uderzyłem go z całej siły.
Zaczęliśmy się bić, szarpać. Oberwałem w nos, z którego zaczęła lecieć krew, ale co mi było po bólu, skoro pragnąłem go za wszelką cenę wykończyć?
- Nie tym razem, Dark. - Wysyczałem i wyciągnąłem zza paska od spodni broń.
Odblokowałem ją i nie zastanawiając się nad niczym innym, po prostu w niego strzeliłem. Dostał. Usłyszałem jego jęki i głośne krzyki, które oznajmiały, że nie wiedziałem, z kim zadarłem. Miałem to gdzieś. Szybkim ruchem się podniosłem, zabrałem dziewczynę i wsadziłem ją do auta, po czym odjechałem z piskiem opon, zostawiając tego dupka na pastwę losu. Mogłem go zabić, ale tego nie zrobiłem. Co to za fascynacja, skoro zabijając kogoś bezbronnego? Dark tym razem nie miał przy sobie ani broni, ani kumpli. Wolałem poczekać na bardziej odpowiedni moment, by pozbyć się kogoś, kto odebrał mi kilka miesięcy temu magazyn warty ponad milion dolarów. Chciałem go zniszczyć, pozbawić wszelkich nadziei na powiększanie handlu, dlatego za każdym razem, gdy chciał pozyskać nowych wspólników, odbijałem ich. Proponowałem lepsze warunki umowy, dzięki czemu albo tracił więcej ode mnie, albo przez jakiś czas był na pozostałościach z poprzednich umów.
- Dlaczego go nie wykończyłeś? - Burknął Honi, który jeszcze mało wiedział o zabijaniu.
- Młody, jeszcze się nie nauczyłeś? - Zaśmiałem się - Nie zabijamy bezbronnych. Owszem. - Skinąłem ręką - Jego trzeba zabić, ale nie w takich warunkach. Czekam na moment, w którym osobiście będą mógł odstrzelić mu łeb, ale przy jego wspólnikach. Niech wszyscy zobaczą, kto jest najbardziej niebezpieczną osobą spośród nas wszystkich. Rozumiesz? - Zerknął na niego, ale jedyne co dostrzegłem, to jakieś grymasy na jego twarzy.
Zostawił już ten temat, ale czułem, że nerwowo zaciskał pięści i co jakiś czas sprawdzał lusterka, czy ktoś za nami nie jechał. Rozumiałem jego zachowanie. Też kiedyś czułem się jak zagubione dziecko szukające schronienia. Ale udało mi się ujarzmić swoje prawdziwe oblicze. Teraz byłem sobą i tylko dzięki odwadze oraz porywczości uchodziłem z każdego zajścia żywo.
- Mamy nową laskę w chacie! - Z fotela poderwał się Jason, na widok pół nagiej dziewczyny, którą wnosiłem na rękach do mieszkania.
- Spadaj, to nie laska do ruchania. Zabieraj resztę i idźcie do klubu.- Zacząłem wchodzić po schodach na piętro - Ja muszę załatwić pewną sprawę. - Dodałem i kopnąłem drzwi od swojego pokoju, położyłem ją na swoim łóżku i narzuciłem koc na jej drobne, ale zarazem piękne ciało.
Nim jednak odszedłem, wodziłem wzrokiem po rysach jej twarzy, kasztanowych włosach, delikatnej i jasnej cerze, na której spoczywały ślady po spływających łzach. Miała liczne siniaki na szyi, zapewne od tego debila, który chciał zrobić jej krzywdę. Zaciskałem pięści, by pohamować złość. Wiedziałem, że nie mogłem pozwolić wyjść swojej złości na wierzch, bo wtedy mogło by stać się coś, czego raczej bym nie chciał. Odszedłem szybko od dziewczyny i poszedłem do łazienki. Rozebrałem się, wszedłem pod prysznic i odkręciłem kurek z zimną wodą.
Kiedy pierwsze kropelki zimnej wody przemyły moją twarz, poczułem ulgę. Byłem rozpalony, gotowy do walki. Tak działo się zawsze, kiedy jakieś zdarzenia były na tyle mocne, by wyprowadzić mnie z równowagi. Wziąłem głęboki oddech, zacisnąłem w dłoniach końcówki swoich włosów i pociągnąłem je, by choć na chwilę odczuć ból. By pozbyć się chęci rozwalenia komuś tyłka, pozbawienia zmysłów i wyrwania serca. Myśli wirowały, a ja czułem jak skóra mnie paliła. Uderzyłem gwałtownie pięścią w ścianę, co wywołało jęk. Wariowałem. Chciałem zobaczyć jak ten gnojek schodził na tamten świat,
Udało się. Po półgodzinnym sterczeniu pod zimną wodą - ochłonąłem. Owinąłem się ręcznikiem na biodrach, potargałem włosy, by pozbyć się ostatnich kropelek wody i wszedłem do pokoju. Otworzyłem szafę, wyjąłem spodnie i koszulkę, a potem się odwróciłem i chcąc podnieść czyste bokserki, które leżały na szafce, ujrzałem ją. Wystraszoną, ponownie zapłakaną w pozycji siedzącej.
- No dzień dobry. - Przełknąłem ślinę, wodząc wzrokiem po jej posturze ciała. Była bardzo wystraszona.
- Nie rób mi nic. Błagam... - Jęknęła, przesuwając się bliżej parapetu - Nie rób, ja nic nie zrobiłam, wypuść mnie! - Podniosła ton głosu, chcąc wywrzeć na mnie litość.
Jaką litość... Przecież ja nie miałem uczuć. Bawiłem się dziewczynami i nie liczyły się dla mnie ich odczucia. Nie chciałem się zakochiwać, potem znowu cierpieć, znowu przechodzić coś w kółko.
- Zamknij swoją ładną buzie i przestań płakać. - Wzruszyłem ramionami i odwiązałem supełek, po czym ręcznik zsunął się na podłogę, a ona w jednej chwili zaczerpnęła głośno powietrze, gdy jej oczom ukazało się moje ciało w całości, zupełnie nagie. - Jakbyś nie pamiętała, to ja cię uratowałem z rąk Calvina. - Oblizałem swoje usta - Powinnaś zawdzięczać mi życie, a nie posądzać o to, bym mógł cię wykorzystać na tle seksualnym, dziewczynko. - dodałem i założyłem bokserki, a zaraz potem w kilka sekund wszedłem na łózko i ująłem palcami jej podbródek - Bądź grzeczna, a niedługo wrócisz tam, skąd przyszłaś. - Cmoknąłem ustami i nim się obejrzała, usiadłem przy biurku, by móc spisać dane z raportu dostarczone przez policję.
Włamanie się do systemu miejskiego zupełnie nie jest takie trudne, jak niektórzy mówili. Wystarczyło złamać dwie blokady, wszczepić wirusa i poprzez transmisje danych codziennie spisywać nowości na tle przestępczym w naszej okolicy. Kiedy przeglądałem dokumenty, usłyszałem jak dziewczyna szlochała. Przewróciłem oczami i katem oka na nią spojrzałem.
- Jak masz na imię? - Mruknąłem, czytając sprawę zaginięcia jednej kobiety.
- Amanda. - Niechętnie uniosła swoje kąciki ust, by cokolwiek z siebie wydusić. - Większość woła na mnie Amy. - Dodała, połykając głośno ślinę.
Rozbawiała mnie swoim zachowaniem. Owszem, nie powinna była się tu w ogóle znaleźć, ale skoro już tu była, mógł być z niej jakiś pożytek. - Jestem Justin. - Zaśmiałem się, przenosząc swój wzrok na Amandę. - Ale znajomi wołają na mnie Shadow. Więc twój wybór, jak będziesz na mnie mówić, zielonooka dziewczyno. - W tej chwili spojrzała mi prosto w oczy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Czas najwyższy było przypomnieć sobie pisanie Shadow.
Pisząc o nim, te 2-3 lata temu pozwalam dać upust emocjom, które mąciły mi w głowie prawie 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu.
Pisanie tego opowiadania dawało mi mnóstwo pozytywnej energii, radości, satysfakcji, że w końcu zaczęłam się w czymś spełniać.
Z momentem przestania, zawieszenia bloga, przestało już być tak, jak kiedyś. Brakowało tego czegoś.
No ale cóż...
Mam wspaniałe wspomnienia związane z czytelnikami, komentarzami.
Najbardziej jednak jestem zachwycona swoją wyobraźnią. Jak bardzo potrafiłam wytworzyć kogoś, kogo sama pokochałam.
Shadow. - Chłopak marzeń. Niebezpieczny, nieziemsko przystojny, o dwóch charakterach i twarzach.
Moja książka. Moje opowiadanie. Mój Shadow.
Tworzenie czegoś nowego jest wspaniałe. A myśl, że możesz kierować wykreowanymi przez siebie postaciami... Bezcenna.
Komentarze
Prześlij komentarz